Właśnie sobie uświadomiłam, jak bardzo tęsknię za moim Koniutkiem i jak bardzo mi go brakuje i że to jest pierwsza nasza taka rozłąka... heh ... Brakuje mi wspólnych spacerów po lesie, chodzenia na trawkę, naszej wspólnej pracy na lonży, galopów, szalonych kłusów...oj, brakuje... kocham to i nie mogłabym żyć bez koni... i nie wyobrażam sobie siebie bez Młodego... Nie mogę się doczekać, kiedy go zobaczę, przytulę, wyczyszczę, osiodłam i uciekniemy do lasu nacieszyć się ciszą :) Ta chwila, kiedy pod sobą czuje się 500 kilogramów pracujących mięśni i serce ścigające się z wiatrem :) bezcenne :)
Dzisiaj stwierdziłam też, że mam dla Koniutka już wszystko ze sprzętu, co chciałam :) i nawet więcej ;) Mam nadzieję, że w przyszłym roku pomyślimy bliżej o nowym siodełku :) cieszę się też, że mogłam powymieniać rzeczy, które mi jeszcze zostały po Bonicie na rzeczy, które przydadzą mi się dla Młodego :) no i mam nadzieję, że w końcu zrobimy zęby i będziemy mogli wrócić do pracy na wędzidle :)
... już jutro .... :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz