Dzisiaj był baaardzo długi dzień. Rano pojechaliśmy do Goleniowa i do Szczecina. Byliśmy w Galopadzie (ku mojej rozpaczy...bo tyle fajnych rzeczy dla konia tam jest), zakupiłam Młodemu szare futerko z baranka naturalnego na hak...w domu okazało się, że na hak nie pasuje, więc zamontowałam je na pasku potylicznym w ogłowiu wędzidłowym ;) wypatrzyłam Młodemu śliczne ochraniacze, może się kupi ;) no i muszę dalej popatrzeć za "miśkiem" na haka. W Empiku zakupiłam nowy numer Hodowca i Jeździec, gdzie jest artykuł Asi i mój...ale mądre rzeczy napisałyśmy ;) Pozwiedzaliśmy Szczecin i wróciliśmy na Czarnocin. Wieczorem przytargałam mojego Konia z pastwiska, odpicowałam na jazdę i pojechaliśmy się wozić po polu pomiędzy balotami siana. Ale Młody stwierdził, że nie będzie współpracował i miał własny pomysł na jazdę (czyt. dzień debila)...heh... ja swoje, on swoje... w końcu stwierdziłam, że jazda ma nam sprawiać przyjemność i odpuściłam... Ale Młody się nakręcił i dalej swoje. To go zagnałam na łączkę nad kanał i dałam pobiegać... hahah... galopowaliśmy!!! i Młody się nakręcił jeszcze bardziej i zabawa mu się spodobała :) ja w końcu też się dałam ponieść radości z prędkości i czułam się cudownie :) heh... Młody ma galop bajka...ach... mięciutki, jakby leciał ....mega... nacieszyłam się i cała złość, że Młody ma "muchy w nosie" wyparowała... no, cóż, nie zawsze musi być pięknie ;) Jutro pomęczymy Konika na ujeżdżalni na chambonie, a wieczorem zabierzemy nad wodę...a co, niech ma Dzieciak radochę :)
wtorek, 27 lipca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz