W końcu miałam tyle czasu dla Młodego, ile chciałam. Bez pośpiechu, bez patrzenia na zegarek. Bezcenne :) Lonżowaliśmy się, jeździliśmy. Mega :) Jak Młody fajnie kłusem zasuwa :) jak ładnie się rozluźnia w stępie, coraz lepiej, coraz fajniej. Dawno już mi się tak buzia nie śmiała na jeździe :) Jestem bardzo zadowolona :) Nie chciało mi się zsiadać, "zachorowałam", w końcu mam fajnego rumaka do jazdy :) co chodzi za mną jak psiak :) i jest mój... :)
poniedziałek, 10 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz