Dzisiaj pojechałam z Kawonem na spacer do lasu... żeby dojechać do lasu trzeba pokonać strasznie zaśnieżoną i zmarzniętą trasę... ale daliśmy radę... ;) już w samym lesie... bajka... nawet pogalopowaliśmy sobie troszeczkę... Kawonik fajnie szedł, dobry konik... :)
Zajęłam się też dzisiaj moim Pluszakiem... Ogólnie Młody daje radę, najfajniejsze jest to, że daje sobie bez problemu wszystko zakładać na nogi i grzbiet... problem jest z ogłowiem, na jego widok Młody najchętniej by zwiał... :( ktoś musiał mu krzywdę zrobić... jego wielka niechęć do ogłowia i wędzidła połączona jest z panicznym wręcz strachem o pysk... :( mam nadzieję, że z czasem uda nam się wypracować spokój z tą częścią ciała... Ogólnie ja mam problem z wsiadaniem na Młodego ;) Przesiadł się człowiek z hucułów na konia "pełnych wymiarów" i teraz ma... :) Postępowaliśmy sobie, bo nie ma gdzie jeździć... wszędzie na wpół zamarznięty śnieg, błoto i ogólna masakra... Młody postanowił nosić głowę "w chmurach"... cóż... czeka nas praca na gumowym czambonie.... zapiera się, ale jest to do wypracowania... nie mam co cudów wymagać od kłusaka po torach... Damy radę...!!!! :)
poniedziałek, 22 lutego 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz