Dzisiejszy post jest do dnia wczorajszego... Nie miałam już siły wczoraj pisać... :)
Otóż jestem bardzo dumna z Kawona... :) pojechaliśmy wczoraj w teren, w ramach radosnej twórczości mojej i Kawona, pod ogłowie (po wypięciu nachrapnika) założyłam sznurkowy kantarek z liną... stwierdziłam...a co mi tam... zobaczymy... :) Pojechaliśmy na początku na wędzidle, a później wodze z rąk, w łapkę lina i heja... Cudownie było... takie niesamowite uczucie... konik tylko na "sznurkach" i chodzi jak marzenie... :) Jeszcze są małe problemy z zatrzymaniem i skręcaniem, ale reszta... :D I z tej całej radości nawet sobie pogalopowaliśmy... :) Jestem absolutnie dumna z Kawona, konik się stara i widzę, że docenia to, że inaczej teraz pracujemy... i to mnie cieszy najbardziej... :)








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz